„Zaćma” – szukając odkupienia

Ryszard Bugajski, reżyser legendarnego „Przesłuchania” z Krystyną Jandą, po raz kolejny w swoim filmie rozlicza się z polską historią. Artysta w swojej twórczości szczególnie skupia się na czasach PRL-u i przybliża widzom trudne do zaakceptowania wydarzenia i postaci będące wyróżnikiem tamtej epoki. W „Zaćmie” opowiada o Julii Brystygierowej, zwanej „Krwawą Luną”, która po latach oddania komunistycznej ideologii pragnie się nawrócić. Czy taki punkt wyjścia dla historii stalinowskiej zbrodniarki w pełni ukazuje złożoność tej postaci? 

Akcja filmu rozgrywa się w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, w zamkniętym zakładzie dla niewidomych w podwarszawskich Laskach. W tym miejscu tymczasowo przebywa prymas Stefan Wyszyński (Marek Kalita), z którym usilnie próbuje spotkać się Brystygierowa (Maria Mamona). Bohaterowie mieli okazję się już spotkać podczas przesłuchania prowadzonego przez kobietę jako pracownicę Urzędu Bezpieczeństwa, podczas której starała się zdyskredytować najwyższych rangą członków Kościoła katolickiego. 

Od tego czasu okoliczności znacznie się zmieniły. Julia Brystygierowa zrezygnowała w pracy w bezpiece, przez co sama stała się przedmiotem ich śledztwa pod kryptonimem „Egoistka”, ponieważ zmienił się jej punkt widzenia. Niegdyś w pełni oddana ideom komunizmu zaczyna mieć wątpliwości co do ich słuszności i szuka nowej drogi. Choć kiełkują w niej myśli o Bogu i odkupieniu win, twardo obstaje przy racjonalnych przesłankach, według których nie będzie jej dane zawierzyć swego życia Bogu. 

Bugajski w oparciu o biografię „Krwawej Luny” autorstwa Patrycji Bukalskiej znacznie upraszcza obraz Brystygierowej. Jej mroczną przeszłość poznajemy z kilku retrospekcji, jednak nie dane jest nam zagłębić się w psychologii oblicza zimnej zbrodniarki. Twórca za to skupia się na wewnętrznej walce bohaterki, za tym czy może stanąć po jasnej stronie i uzyskać rozgrzeszenie. Z gąszczu rozmów pomiędzy Brystygier a siostrą Benedyktą (Małgorzata Zajączkowska), księdzem Cieciorką (Janusz Gajos) oraz prymasem wyłania się niespójny obraz kobiety zagubionej, której nie jest w stanie pomóc ani człowiek ani istota wyższa. Zwłaszcza, że chłodny stosunek kleru do zbłąkanej owieczki nie pozwala uwierzyć bohaterce w istotę odkupienia. 

Jedynie kreacja aktorska Marii Mamony jest w stanie ukazać złożoność i głębię postaci. Widocznie żona reżysera była w stanie bardziej zrozumieć swoją bohaterkę niż to co zakładano w scenariuszu. Dzięki Mamonie można uwierzyć, że mamy do czynienia z pełnokrwistą, dumną kobietą, dla której zasady ideologii są istotnym założeniem wytycznych, wedle których powinna żyć. Pojawiająca się skrucha i wrażliwość to cechy tak obce Brystygierowej, że aby je sprawnie pokazać na ekranie, po to aby zaraz te emocje stemperować, potrzeba aktorki z bogatym warsztatem. Aktorskie zaangażowanie Mamony to ostoja dla filmu, który dzięki temu zostaje wniesiony na wyższy poziom.

Pomimo udanych kreacji aktorskich obraz nawracającej się sadystki nie potrafi zaangażować widza. Nie otrzymujemy odpowiedzi, dlaczego niezwykle inteligentna doktor filozofii daje się porwać ideom komunizmu. Skąd wynikały jej nieobliczalny sadyzm i perwersje w trakcie przesłuchań więźniów? A także dlaczego Żydówka po latach prześladowania katolików zwraca się w stronę ich Kościoła? Choć w dzisiejszych czasach, kiedy to odseparowanie od religijności staje się modne, ukazanie postaci złej do szpiku kości, która w końcu zadaje sobie pytania o swoją moralność niesie w sobie filmowy potencjał, myślę że Bugajski nie wykorzystał go do końca. Po seansie „Zaćmy” pozostajemy z wieloma pytaniami bez odpowiedzi ukrytymi pod metaforami i zamkniętą formą przypominającą teatr telewizji.

__________________________________________________________________________________________________________________