„Being Human" - pieniądze to nie wszystko?

Należę do grupy osób, które jeśli już coś oglądają, to tylko dlatego, że w produkcji maczała palce ulubiona osoba ze światka filmowego albo zobaczyły zwiastun i się zakochały. „Being human” nie stanowił wyjątku. Dodatkowo na jego plus przemawiał wątek paranormalny pod postacią wampirów, wilkołaków i duchów. Czego chcieć więcej? Dotychczas serial ukazał się w dwóch wersjach - amerykańskiej i brytyjskiej. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że życie jest zbyt krótkie, aby oglądać wszystko, więc jeśli muszę wybrać, to w 90% postawię na produkcję UK.

 

Zacznijmy jednak od początku: czyli kto, co i kiedy. „Being human” to serial produkowany przez stację BBC Three w latach 2008 – 2013. Za scenariusz i reżyserię odpowiadał Toby Whithouse, którego można kojarzyć jako scenarzystę Hotelu Babylon lub Doctora Who, a jeśli ktoś nie lubi takich klimatów, to zawsze zostaje Dziennik Bridget Jones, w którym ma niewielką rolę aktorską. W głównych bohaterów - George’a, Mitchella oraz Annie - wcielają się Russel Tovey („Męska rzecz”, „Him & Her”), Aidan Turner („Hobbit”, „Poldark”) i Lenora Crichlow („Fast Girl”, „Sugar Rush”). Oprócz tej trójki w serialu pojawili się m. in. Sinead Keenan, Damien Molony, Michael Socha, Jason Watkins, Donald Sumpter, Philip Davis oraz Mark Gatiss.

 

Fabuła serialu opiera się na przebywaniu pod jednym dachem wilkołaka, wampira oraz ducha, czyli stworzeń, które cóż… nigdy nie pałały do siebie miłością. George jest wilkołakiem, a Mitchell, jego najlepszy przyjaciel - wampirem. Obydwoje pracują w miejscowym szpitalu. Natomiast Annie to duch. Mieszka razem z chłopakami w domu, w którym zmarła, lecz nie ma odwagi z niego wyjść. W każdym sezonie nasi bohaterowie zmagają się z innym problemem, z innym wrogiem. Raz jest to człowiek, raz ich własna rasa. Pojawiają się także inne stworzenia paranormalne, co pozwala przypuszczać, że gdzieś tam na świecie czai się coś więcej, tylko my o tym nie wiemy. Oczywiście w serialu obowiązkowo pojawia się wątek mitologii. Nie mogło także obyć się bez nawiązania do historii, dlatego w jednym z sezonów pojawia się Starszyzna, która mi osobiście skradła serce, a dokładniej rzecz biorąc pan Snow, którego gra Mark Gatiss. Jego bohater nie jest zblazowany, nie pokazuje z nadmierną przemocą i wulgarnością, kto tu rządzi. Nawet nie podnosi głosu. Jego kreacja najstarszego wampira stąpającego po ziemi jest jak na razie moją ulubioną. Inną postacią, którą polubiłam, jest Hal. Jego przestarzałe zachowanie, maniery oraz maniakalne dbanie o czystość jest jednocześnie zabawne i urocze.

 

Being human” oczywiście ma swoje plusy i minusy. Plusem serialu jest na pewno to, iż reżyser skupił się na stronie psychologicznej postaci. Bohaterzy stawiają czoła nie tylko swoim wrogom, wspólnym czy też nie, ale także muszą walczyć z sobą samym. Ze strachem, że kogoś skrzywdzą, z niemożliwością bycia w pełni człowiekiem. Tak prozaiczna sprawa jak brak możliwości picia herbaty może sprawiać przykrość. Bohaterowie chcą zachować swoją ludzką stronę lub jej resztki, pomimo tego, co mówią inni. Wierzą, że mogą żyć tak jak kiedyś. Mogą wtopić się w tłum, urządzać herbatki z sąsiadami, być jednym z wielu szarych ludzi, mieć przyjaciół. A ich niedyspozycja w postaci bycia duchem, wilkołakiem czy wampirem nie powinna być wymówką.

Jako osoba interesująca się zjawiskiem wampiryzmu w literaturze i filmie, dostrzegam w tej produkcji interesujące walory. Wampiry przedstawione w „Being human” nie są super silne, super szybkie, nie hipnotyzują, ani nie używają innych niesamowitych super mocy. Są jak ludzie, a raczej, jak narkomani, bo do nich starał się nawiązać reżyser, tworząc te postaci. Jest to na pewno duży plus, ponieważ nie przypominam sobie produkcji, która wcześniej odważyła się na taki krok.

 

Jednym z minusów „Being human”, który nie dawał mi spokoju to sceny przemiany w wilkołaki. , które zdradzają niski budżet serialu. Sceny te były tandetne, np. ręka polana sztuczną krwią i przyczepione do niej sztuczne paznokcie. To wyglądało amatorsko i bardzo źle. Dodatkowo, przy każdym ukazaniu przemiany w wilkołaki, dostajemy te same sekwencje obrazów, które po którymś z rzędu odcinku zaczynają nudzić i ma się ochotę przewinąć dalej. Rzadko kiedy udaje mi się wyłapać błędy w filmach czy serialach, jednak jeśli już je zauważam to znaczy, że ktoś się chyba naprawdę nie postarał. W serialu był moment, gdy u jednego z bohaterów było widać różnicę pomiędzy skórą twarzy, która była pomarańczowa, a szyi, ramion i torsu, które miały kolor różowy.

 

Innym elementem, który mi się nie podobał było pobieżne omówienie niektórych elementów toczącej się historii. Tak jak wyżej wspominałam, w pewnym momencie w serialu pojawia się motyw mitologii. Moim zdaniem został on potraktowany po macoszemu. W jednym z odcinków dowiadujemy się, że wampiry mają swoją mitologię, która traktuje o tym, w jaki sposób można powstrzymać wampiry przed przejęciem świata i na tym się kończy. Wątek, który miał potencjał, został potraktowany tak, że równie dobrze mogłoby go nie być i serial nie ucierpiałby na tym. Moim zdaniem zbyt wiele jest takich elementów, które zostały wprowadzone, ledwie liźnięte, a potem porzucone. Tak jakby twórcy chcieli tylko zaznaczyć, że takie coś istnieje w wykreowanym przez nich świecie, ale nie podjęli się rozwinięcia tego tematu. Rozumiem, że chcieli zaznaczyć tło polityczno – historyczne, ale podczas oglądania wyjątkowo mnie to irytowało.

 

Podsumowując, mi osobiście serial się nie spodobał. Mam chyba słabość do potężnych, starych, złych wampirów z supermocami. Jednak nie twierdzę, iż serial jest zły. Postrzegam go jako ciekawą produkcję, rzucającą nowe światło na zagadnienia stworzeń paranormalnych i ich życia wśród ludzi. Aktorzy wcielający się w bohaterów także dali z siebie wszystko i wyszło to naprawdę dobrze. Może gdyby posiadano do dyspozycji większy budżet…

 

Autor: Aleksandra Stoppa

Forum:

Nie znaleziono żadnych komentarzy.

Wstaw nowy komentarz