„Bociany” - w historii bez polotu

„Obrazek tak stary jak świat. Niemowlę opatulone bielą. Przyniesione przez... bociana.” Tak. Kiedyś dzieci były przynoszone przez bociany. Czasami doręczane do rąk własnych, czasami znajdowane w kapuście. Niestety, nadszedł taki moment, kiedy  ludzie odkryli inny sposób na posiadanie dzieci. Biznes zaczął upadać i tylko jedna rzecz mogła go uratować. Trzeba było się przebranżowić.

 

Jeśli  masz  problemy  z firmą,  zgłoś  się do bocianów.  One wiedzą jak  prowadzić biznes.   Z upadającej firmy zrobiły wielką korporację. Z roznoszenia dzieci przeszły na… usługi kurierskie, a konsumpcjonizm współczesnego świata tylko im w tym pomógł. Materializm nie ominął w drodze ewolucji także bocianów. Junior ma najlepsze wyniki ze wszystkich kurierów. Pewnego dnia zostaje on wezwany do szefa. Na miękkich nogach udaje się do gabinetu, gdzie dowiaduje się, że dzięki swoim osiągnięciom ma szansę na awans. Pojawia się przed nim możliwość zastąpienia szefa. „Mózg eksploduje”. Jak to zwykle bywa w takich momentach, zawsze jest jednak jakieś „ale”. Zadaniem Juniora jest wyrzucenie Tulip – ludzkiej sieroty, która nie została dostarczona swoim rodzicom. Tulip nie może latać oraz generuje szkody, co powoduje straty firmy, a jeśli ktoś nie zarabia – wypada z gry. Junior nie potrafi jednak wyrzucić dziewczyny, nie w dniu jej 18. urodzin, nie z jedynego miejsca, które zna. Przenosi ją do działu pocztowego, nieczynnego od momentu, gdy firma się przebranżowiła. Nikt tam nie zagląda, listy nie przychodzą – idealne miejsce do ukrycia Tulip. Problemy się pojawiają, gdy jednak pojawia się list od chłopca, który chciałby mieć rodzeństwo i gdy znudzona dziewczyna nie może opanować ciekawości. Nastąpiło zwolnienie blokady, maszyna produkcyjna ruszyła i „wypluła” dziecko.

 

Jeśli [...] chciałoby się coś obejrzeć, jakiś film animowany, bez większych wymagań i oczekiwań, to „Bociany” są dobrym wyborem.

 

Jak to zwykle bywa z filmami animowanymi skierowanymi do dzieci, muszą być śmieszne. Chyba nigdy nie powstała smutna „bajka”, w której nie byłoby zabawnych tekstów lub sytuacji. Tak jak „Bociany” nie odstają od tego, tak też nie odstają od współczesnych produkcji. Film przepełniony jest gagami oraz humorem slapstickowym. Owszem, jest to śmieszne, ale do pewnego momentu. Jeśli każda produkcja opiera się na tym samym, niestety przestaje to być zabawne, a staje się wręcz nudne. Bocian wpadający na szyby był tak samo nieśmieszny, wręcz żenujący, jak wiewiór z „Epoki Lodowcowej” co rusz przygniatany przez drzwi statku kosmicznego czy wąż z „Sekretnego życia zwierzaków domowych”, którego w jednym ujęciu przysypano nieskończoną ilością cegieł i gruzu, która spadała, spadała i spaść nie mogła.  Twórcy dodali także  trochę humoru  do kwestii mówionych  przez bohaterów.  W tym przypadku jest on stricte przeznaczony dla dorosłych lub młodzieży. Wątpię, aby  małe dziecko rozumiało żart o myciu pleców lub o kaczce rządzącej państwem. Rodzice też znajdą coś dla siebie. W filmie, w którym głównym celem jest dostarczenie małego dziecka, nie mogło zabraknąć dowcipnego ujęcia scenek rodzinnych, takich jak karmienie czy usypianie. Całe to dość wymuszone poczucie humoru ratuje chyba tylko jedna rzecz. Czymś, co na pewno rozśmieszy małych i dorosłych jest wataha wilków. Jak dla mnie skradła ona cały film i przyćmiła głównych bohaterów. Kreatywność wilków podczas pogoni za trójką postaci była niesamowita, a miłość do niemowlęcia po prostu urocza.

 

Na sam koniec filmu można by było spodziewać się jakiegoś podsumowania albo chociaż morału. Niestety twórcy wrzucili tu tak wiele wątków, że bardziej musieli się skupić na ich zamknięciu, przez co nawet jeśli jakaś pointa była, to zaginęła. Do samego końca nie wiadomo czy to było może o przyjaźni, rodzinie, domu, marzeniach, lataniu, swoim miejscu na ziemi, czy o znieczuleniu wielkich firm i zżerającej ludzi konsumpcji. A może producenci chcieli pokazać, że nieważne kto wychowuje dziecko i nim się zajmuje, istotne jest, aby  czuło się chciane i kochane, nawet przez bociana i ludzką dziewczynę. A może to było o wszystkim po trochu?

 

„Bociany” to film, który nie wymaga od nas myślenia, idealny na odprężenie. Zaserwowana przygotówka jest trochę śmieszna, trochę wzruszająca. Gdzieś tam pod koniec pojawia się jakiś morał – nie morał. Nie jest to jednak produkcja na miarę Oscara czy innej „wielkiej” nagrody. Jeśli jednak chciałoby się coś obejrzeć, jakiś film animowany, bez większych wymagań i oczekiwań, to „Bociany” są dobrym wyborem.

 

Film obejrzany dzięki uprzejmości kina Cinema City Krewetka

_________________________________________________________________________________________________________________